ZMAGANIA Z GRAMATYKĄ I ORTOGRAFIĄ – JUBILEUSZOWE DYKTANDO W TARNOBRZEGU
Już po raz XV w Tarnobrzegu odbyło się Miejskie Dyktando dla dzieci i młodzieży. Zgodnie z tradycją wszyscy spotkali się w murach Państwowej Akademii Nauk Stosowanych, by zmierzyć się z pełnym językowych niespodzianek tekstem. Poza uczniami z tarnobrzeskich szkół dyktando napisali także zaproszeni goście. Co w tym roku było motywem przewodnim dyktanda? Zapraszamy do obejrzenia.
Treść dyktanda.
(„) Cymelium, cyjanek i cokolwiek innego („)
W półmroku późnojesiennego popołudnia, gdy mlecznobiałe smużki mgły unosiły się na obrzeżach (p)Parku (d)Dzikowskiego, w Zamku Tarnowskich doszło do incydentu, ochrzczonego przez lokalną socjetę mianem bezprecedensowego homicidium.
W muzealnej książnicy, wpośród bezcennych inkunabułów, cymeliów rękopiśmiennych i rzadkich starodruków, odnaleziono ciało Ważysława Odrowąża – (,) małomiasteczkowego ekscentryka, polihistora i ultraentuzjasty hermeneutycznej filozofii różokrzyżowców. Wątłuchny denat spoczywał bezładnie na berberyjskiej handirze, a obok niego leżał mosiężny lichtarz, upstrzony rubinowobrunatną cieczą, budzącą hemoglobinopodobne skojarzenia. Słaba, choć wyczuwalna, woń gorzkich migdałów implikowała intoksykację cyjanowodorem.
Podinspektor Jędrzej, ponadpięćdziesięciodwuipółletni dochodzeniowiec o nadnaturalnej wręcz intuicji, wdrożył iście benedyktyńską kwerendę. Towarzyszyła mu Hortensja, żarliwa adherentka praworządności i harmonii, czyhająca na ekstraokazję zawodowej nobilitacji.
Zeznania świadków obfitowały w irracjonalne miraże zdarzeń. Wzburzona kustoszka, (o)Otwocczanka i miłośniczka świdermajerów Andriollego, mnożyła hipotezy z żarliwością godną scholastycznej dysputy. Z kolei zrzędliwy, małomówny i mało towarzyski stróż, Górnołużyczanin, wycharchał coś o hematofobii i czmychnął stamtąd chyżo.
Trwała analiza mikrośladów oraz faz rzekomego rigor mortis, gdy Hortensja zauważyła dyskretną aktywność przepony „zmarłego”. Zabójstwo okazało się wyreżyserowaną mistyfikacją, pseudosensacyjnym blamażem. Ważysław, w ramach eksperymentu socjologicznego nad autentycznością żałoby towarzyskiej, upozorował własną śmierć. Wykorzystał w tym celu benzaldehyd, hydrochlorotiazyd oraz kapsułkę z syntetycznym barwnikiem spożywczym.
„Cóż za żenująca żonglerka żałosną żądzą próżności” – zżymała się zdegustowana sierżantka.
I tak kryminalna arcyzagadka wszech czasów okazała się niskobudżetową i małoobsadową, kołtuńską tragifarsą turpistyczną.
